Popołudnie w 1911. Czyli gdzie pójść, gdy na Monciaku brak miejsc

Dziennik Miejski A Maximis Ad Minima ® Krzysztof Kisiel. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

W sobotę 1 lipca wybrałem się do Sopotu. Taki weekendowy fun.

Godzina 15

W pociągu SKM tłok gęstniejący w miarę postojów na kolejnych przystankach/stacjach.

Złota młodzież zmierza na koncert Open’era 2017.

W tłumie wyróżniają się fanki Moniki Brodki z kryształkami na policzkach.

Poniżej linii płaszczy i bomberek królują markowe kalosze.

Udaje mi się wysiąść w Sopocie tuż przed ponownym szturmem na wagony.

Na deptaku Monte Cassino tłumek turystyczno-sezonowy.

Pogoda nie zachęca – ulewa przechodzi w odczuwalną mżawkę (i na odwrót).

Wzdłuż ulicy stoliki fully occupied.

Wolne miejsca można znaleźć tylko poza bastionami ogródkowych parasoli i altan.

Oczywiście mokro.

Gdzie tu przysiąść na kawę z czymś słodkim?

Przeczesując rewiry sąsiadujące z głównym deptakiem trafiam do wyglądającego zachęcająco od frontu (ul. Grunwaldzka 4/6) lokalu – 1911 Cafe & Restaurant.

Wystrój wnętrza stonowany i elegancki.

Nastrojowe oświetlenie przełamuje szarość deszczowej soboty.

Menu również eleganckie.

O razu zwracam uwagę na identyfikację wizualną.

Data 1911 (według daty budowy secesyjnej kamienicy, w której znajduje się lokal) – trzy proste, ostro nakreślone jedynki oraz lekko wygięta dziewiątka.

Po zmrużeniu oczu dziewiątka magicznie przeistacza się w zarys butelki.

Wybieram cappuccino (jak się okaże, zadowolony, poproszę o kolejne) oraz jeden z zestawów deserowych – ciastko rabarbarowe z creme brulee.

Kawa nie za mocna i nie za słaba – w sam raz. Delikatna mleczna pianka.

Deser ładnie podany z kwiatową dekoracją. Nietuzinkowe jasne talerze/miski z podwyższonymi brzegami (aż kusi mnie żeby zapytać, gdzie można takie kupić).

Rabarbar w cieście – swojski smak lata w połączeniu z lekką słodyczą kruchego spodu. Creme brulee – rozpływająca się w ustach aksamitna pianka z posypką skarmelizowanego cukru. Smaki warte swojej ceny.

Pojawia się kolejna kawa.

Obsługa (na zmianę kelnerka i kelner) uśmiechnięta, zachęcająca, wzbudzająca sympatię, pozytywnie nastawiona do gościa. I przede wszystkim naturalnie miła i uprzejma – bez traktowania gościa ,,z góry” (co współcześnie zawsze warto docenić).

Tak spędziłem pozytywne sobotnie popołudnie w Sopocie.

Z pewnością odwiedzę 1911 Cafe & Restaurant ponownie.

Ponoć można w tym miejscu zjeść pyszne śniadanie …

KJ