Od piór w kałamarzu do piór w kapeluszu. Wywiad z Beatą Kołodziejską, twórczynią marki Misstery

Dziennik Miejski A Maximis Ad Minima ® Krzysztof Kisiel. Inspirowane Misstery Beata Kołodziejska

Niedawno miałem okazję odwiedzić fascynujące miejsce – pracownię i showroom marki Misstery przy ul. Jana Kilińskiego 8 w Gdyni. To prawdziwa oaza dla miłośników oryginalnych a zarazem bardzo współczesnych kapeluszy, toczków czy fascynatorów.

Twórczyni Misstery, Beata Kołodziejska, podzieliła się ze mną opowieścią o początkach autorskiej marki i o swoich artystycznych inspiracjach.


Jak się wszystko zaczęło w tym pięknym miejscu, w atelier przy ul. Jana Kilińskiego 8 w Gdyni?

Dokładnie w tym pięknym miejscu, czy ogólnie? (śmiech)

Poproszę o historię od samego początku…

Jak najbardziej. Od wczesnych lat, kiedy już świadomie dobierałam sobie stroje i dodatki, stawiałam na oryginalność. Lubiłam wyróżniać się ubiorem na co dzień i od święta. Decydowałem się na odważne połączenia kolorów i fasonów.

Zaczęłam również kolekcjonować nakrycia głowy. Czapki, kapelusze, toczki … Moje kolekcjonerskie zasoby wzbogacały się z każdym wakacyjnym wyjazdem i wypadem do second handu.

Pewnego razu, około 7 lat temu, zamarzyłam sobie dobrać do urodzinowej stylizacji – mocno teatralnej, ponieważ mam urodziny w Halloween – dodatek w postaci toczka w wersji mini z woalką.

Niestety, nie miałam takiego u siebie w garderobie, a poszukiwania w różnych branżowych miejscach ,,na mieście” okazały się bezowocne.

Jednocześnie odwiedziłam kilkanaście pracowni modystek, które ówcześnie prowadziły jeszcze działalność na terenie Trójmiasta i niestety żadna z ich nie podjęta się realizacji zamówienia według mojego pomysłu.

Wówczas postanowiłam, że spróbuję własnymi siłami zrobić wymarzony toczek. Sprowadziłam półprodukty z dedykowanego sklepu w Wielkiej Brytanii i zabrałam się do dzieła. Toczek powstał dość szybko i nawet nieźle się prezentował, ale czułam, że stać mnie na więcej.

Zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat tworzenia nakryć głowy.

Dużo czytałam o technikach pracy, zasadach doboru materiałów, formach itd. Poczułam, że chcę nauczyć się rzemiosła z prawdziwego zdarzenia.

Jednakże długo nie mogłam znaleźć kogoś, kto pomógłby mi zrobić pierwsze kroki w tym kierunku. W istniejących zakładach modniarskich, kapeluszniczych, nie spotykałam się ze zrozumieniem. Doświadczeni rzemieślnicy nie byli skorzy do dzielenia się wiedzą.

Na szczęście spotkałam na swojej drodze Małgosię Wybrańską, modystkę, która tajniki branży zgłębiała na licznych warsztatach w Wielkiej Brytanii. Podczas jednodniowej lekcji Małgosia pokazała mi pierwsze techniki – jak pracować z drewnianymi formami modniarskimi, jak dobierać i poddawać obróbce filc na kapelusze itd.

Nabrałam pewności siebie i zaczęłam tworzyć…

Tak z polonistki z wykształcenia stałam się modystką z zamiłowania do nietuzinkowych nakryć głowy.

Czyli można powiedzieć, że była do droga od pióra w kałamarzu do piór w kapeluszu…

Rzeczywiście (śmiech). Stwierdziłam, że przekuję pasję we własną działalność. W zawód z zamiłowania.

Bardzo chciałam ubarwić świat wokół i przełamać stereotypy moherowego beretu czy ,,kościelnego” kapelusza. Odmłodzić klasyczne, szacowne wzorce i wprowadzić je w naszą codzienność w nowoczesnej formie.

Nakrycie głowy to nieoceniony dodatek do wielu stylizacji. Umiejętnie dobrany podkreśla styl, modeluje proporcje sylwetki, eksponuje osobowość i dodaje pewności siebie.

Co kryje się pod nazwą ,,Misstery”?

Ta nazwa kołatała mi w głowie już od pewnego czasu.

Połączenie słów z języka angielskiego ,,miss” – ,,panna” i ,,mistery” – ,,tajemnica”. Stąd ,,Misstery”. Bo czyż nie ma intrygującego uroku w stylowych woalkach, szerokich rondach kapeluszy zsuniętych na oczy albo w nietuzinkowych fascynatorach?

Z czasem, dla podkreślenia autorskiego charakteru mojego showroomu i pracowni ,,Misstery”, pojawił się dopisek ,,Beata Kołodziejska”.

Logo to asymetryczne skrzydła utrzymane w kolorystce od fuksji do fioletu. Mocne, zdecydowane barwy, z silnym pierwiastkiem kreatywności.

Ideą przewodnią był wolny duch tworzenia i minimalizm formy w zderzeniu z bogactwem pomysłów. Ale oczywiście interpretacji logo może być mnóstwo.

Z jakich materiałów tworzysz swoje produkty?

Korzystam z naturalnych materiałów najwyższej jakości. Naturalnego surowca nie jest w stanie zastąpić żaden sztuczny zamiennik. Inna plastyka, inna absorpcja barwników itd.

W sezonie letnim, wakacyjnym, królują słomki o ciekawych, mocnych splotach. Wysoko cenione, misternie plecione słomki sprowadzane są do Polski głównie z Ekwadoru i Stanów Zjednoczonych.

Po wakacjach przychodzi czas na filce, wełny, włosie z futra królika…

Zastosowanie tego ostatniego wydaje się w dzisiejszych realiach dość problematyczne, nawet kontrowersyjne, ale ciężko znaleźć materiał o takiej samej plastyczności i właściwościach podczas użytkowania.

Ależ czyż nie jest podobnie w przypadku dostępnych w sklepach plastycznych, znakomitych jakościowo, naturalnych pędzli z włosia wiewiórki, kuny, szynszyli?

W Polsce, w tym także w Trójmieście, brakuje specjalistycznych sklepów dla modystek. Materiały do projektów sprowadzam za pośrednictwem sklepów zagranicznych, m.in. z Londynu, jak również bezpośrednio ze sławnego nie tylko w Polsce Skoczowa i renomowanego Tonaku w Czechach.

W większości są to materiały już przygotowane do nałożenia na formę i modelowania. Jednakże zdarza mi się eksperymentować z poszczególnymi półproduktami, aby finalny projekt-produkt był spektakularny i niepowtarzalny. Jedyny w swoim rodzaju.

Skąd czerpiesz inspiracje do projektów i stylizacji?

Nieraz już sam materiał inspiruje. Uważna obserwacja i twórcze eksperymenty pozwoliły mi stworzyć niejeden ciekawy i oryginalny projekt.

Ale nie tylko. Pochodzę z Gdyni. Różnorodność przestrzeni w obrębie mojego rodzinnego miasta nieodmienne mnie fascynuje. Urok modernistycznej architektury, detale budynków, oświetlenie, zieleń miejska, las, morze, piasek, wiatr, zmieniające się pory roku…

Przy realizacji zamówień indywidualnych uważnie przypatruję się moim klientom. Staram się wyłapać ich styl, sposób poruszania się, poznać ulubione kompozycje barw, dostrzec potencjał modowego temperamentu.

Wszak najważniejsze jest, aby finalny produkt spełniał oczekiwania i był dobrze dopasowany do osobowości danej osoby.

Równocześnie uczulam moich przyjaciół i klientów, aby nie pozbywali się starych nakryć głowy. W dawniejszych czasach, zwłaszcza w epoce ,,złotych lat” 20. i 30. XX wieku, także w Polsce można było zakupić kapelusze zrobione z materiałów o wyjątkowej szlachetności. Z włosia bobra, antylopy, wełny wielbłąda, na lato z lakierowanej słomki ozdobionej jedwabną nitką…

Wysokojakościowe materiały można wielokrotnie przetwarzać, nadając im współczesne, modne formy. Zdefasonowany, wyblakły kapelusz można przemienić np. w piękny toczek. Stare apaszki z ciekawymi, rzadko spotykanymi printami odzyskają blask w stylowych fascynatorach czy turbanach. Różne pióra, woalki, wstążki czy krynoliny znakomicie uzupełniają nietuzinkowe stylizacje. Możliwości jest mnóstwo.

Jakie projekty/produkty tworzysz pod marką Misstery?

Realizuję przeróżne zamówienia. Kapelusze, czapki, opaski, fascynatory, toczki, cylindry… W większości dla kobiet, aczkolwiek także panowie coraz chętniej decydują się włączać do swojej garderoby kapelusze, kaszkiety czy berety.

Projektuję i tworzę, według zamówień, na okazje takie jak wesela, rocznice czy urodziny, na premiery, gale biznesowe, wyścigi…

Moje projekty pojawiały się również w mediach i w reklamach.

Ponadto współpracuję z trójmiejskimi teatrami – Teatrem Szekspirowskim w Gdańsku, Teatrem Baabus Musicalis – i współtworzę sceniczne kostiumy.

Czy ofertę Misstery można znaleźć na branżowych targach?

Przedkładam klimatyczne wydarzenia w relatywnie niedużej skali nad wielkie imprezy sprzedażowo-modowe. Z tego powodu bardzo lubię uczestniczyć w trójmiejskich Bakaliach. Przemiła impreza, znakomita publiczność, a także jedyna w swoim rodzaju możliwość spotkania i rozmowy z innymi niezależnymi twórcami.

Co zdecydowało o wyborze lokalizacji dla twojej pracowni?

Miejsce nie jest przypadkowe, ale przypadkiem zauważyłam, że jest wolne. Ulica Jana Kilińskiego to zarówno centrum Gdyni, jak i miejska przestrzeń położona trochę ,,z boku”, przycupnięta nieśmiało przy wielkomiejskiej ulicy Świętojańskiej.

Przez wiele lat ulica Jana Kilińskiego była pełna rzemieślników. Był kuśnierz, modystka, gorseciarka… Niestety, z czasem lokale, jeden po drugim, opustoszały, a szyldy wyblakły.

Pewnego dnia, mijając szacowny, renomowany zakład kuśnierski przy ul. Jana Kilińskiego 8, z dużym zaskoczeniem zauważyłam witrynę zakrytą gazetami oraz napis ,,Do wynajęcia”.

To był dosłownie moment. Impuls. W locie błyskawicy podjęłam decyzję, że to właśnie w tym miejscu, w lokalu ze znakomicie zachowaną oryginalną witryną, otworzę swoją pracownię połączoną z częścią ekspozycyjną.

Od dnia otwarcia Misstery była jak kolorowy ptak budzący ciekawość przechodniów i okolicznych mieszkańców. Wiele osób pukało, zaglądało i z zainteresowaniem przyglądało się, jak pracuję przy formach i maszynach.

Przy okazji licznych odwiedzin usłyszałam bardzo dużo miłych słów oraz wiele ciekawych rodzinnych opowieści z nakryciami głowy w roli głównej.

Bardzo się cieszę, że historia zatacza koło i w sąsiedztwie stopniowo odżywa tradycja rzemiosła i autorskich lokali. Pracownia Lilki Szpilki, pracownia meblarska Kołowrotek, studio fotograficzne, studio barberskie…

Osoby śledzące uważnie fanpage Misstery na Facebooku już wiedzą, że na początku tego roku spełniło się jedno z twoich wielkich marzeń…

Tak. Dzięki Monice Ciesiełkiewicz miałam niepowtarzalną okazję odwiedzić w Londynie pracownię sławnego Philip’a Treacy oraz poznać mistrza we własnej osobie. Coś wspaniałego! Niezapomniane chwile.

Philip Treacy to projektant i twórca wspaniałych kapeluszy, fascynatorów itp. dla uznanych modowych marek jak np. Givenchy i Chanel, dla osób ze świata show-biznesu, jak np. Madonna czy Lady Gaga itd.

Kunszt tego prawdziwego mistrza kapelusznictwa doceniają również członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej.

Miałam wielki zaszczyt posłuchać jego rad odnośnie technik pracy, a także uwag na temat współczesnego świata mody i zmieniających się trendów. Do Gdyni wróciłam z głową pełną inspiracji.

Jakie masz plany na przyszłość?

Z pewnością będą to dalsza nauka, ciągłe doskonalenie umiejętności i rozwój marki Misstery. Nowe wzory, nowe stylizacje itd.

W większym niż dotychczas stopniu chciałabym poznać tajniki pracy z krynolinami i woalkami.

Ponadto planuję stworzyć stałą ofertę mojej marki dla panów.

Nie planuję natomiast żadnych zmian odnośnie lokalizacji.

Jestem bardzo związana z obecną pracownią. Doskonale czuję się w jej czterech ścianach. Nie zamienię jej na żadną inną.

Serdecznie zapraszam wszystkich do odwiedzenia mojej pracowni i showroomu.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Kdd, 05-03-2019

W tekście zostały wykorzystane znaki i nazwy ® © ™ Misstery Beata Kołodziejska, Skoczów, Tonak, Teatr Szekspirowski, Teatr Baabus Musicali, Bakalie, Pracownia Lilki Szpilki, pracownia meblarska Kołowrotek, Philip Treacy, Givenchy, Chanel, Madonna, Lady Gaga